Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby
Hienerko wśród fal - niepamiętnik
Jesteś tu 8430 osobą. Dodaj do ulubionych, napisz w Księdze Gości.

Wiaderko wśród fal
Człowiek jest zawsze sam.
W życiu zagubiony, miota się
jak wiaderko wśród fal.

Bałwany zatopić próbują,
ku swej woli zaciągnąć,
pogrzebać pod krą.

Każdy płynie z lękiem,
siedząc na dnie, mimo iż tak
nie da się kierować wiaderkiem.

I tak też żyje cały ludzki świat,
targany wichrem i przez bałwany.
I ja - zagubione hienerko wśród fal.
Moje linki?

Świat robi się kolorowy, gdy siadasz z kieliszkiem wina w dłoni, w tle gra cicha muzyka, a ty słuchasz opowieści. Czasem trzeba powiedzieć w kilku słowach o sobie, oceniając swój temperament, z czworonogiem na kolanach.
Można spisać te nasze opowiadania i złamać pióro, pozwolić porwać się jego magii, rzucić się w objęcia muzom wszystkich artystów.

A może chcesz się wybrać na wędrówkę po Smoczej Dolinie lub gdzie indziej? Tam też mnie spotkasz.

Czytu, czytu:
Lill
Turn the page - Lori
Fin Fiction - Jade the Jedi
1915 - Tatia
Szkoła wyprzedzania - Lill
Pfleger - Lill
Dramatis Personae - Anka
Mestari
Latria śmierci - Eu
1500 km - Lill




2012
Styczeń
2011
Lipiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2010
Grudzień
Listopad
Wrzesień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2009
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień



Obrazek stąd.
Szablon mój.
Wierszyk mój.
Prosiłabym ze mną konsultować pozahienerkowy użytek.
Zrobione do Firefoxa.

047. Wojna niemiecko-fińska

No cóż. Mieliśmy długą, tchnącą nienawiścią notkę na temat traktowania psów o trudnym charakterze i fobicznych jak poduch do przytulania, ignorowania psiej paniki i warczenia, a potem dziwienia się, że się odwinął. I na temat prób wychowywania takich psów metodami dla poczciwych golden retrieverów.
Ale usunęliśmy tę notkę. I tyle.

Za to zdecydowaliśmy, że uczcimy notką wyjątkowy dzień piętnastego stycznia. Przypominamy, iż są to urodziny Miszy Neumayera, co samo w sobie jest wystarczającym powodem. Do tego jednak, co stanowi o absolutnej wyjątkowości piętnastego stycznia, tegoż dnia deprawację świata rozpoczął Kapitan. Nie dziwne zatem także nasze kibicowanie Miszy Neumayerowi, wszak fakt jego urodzin zapowiadał przybycie Kapitana na tę ziemię.

Btw, gdy Kapitan zezwolił śniegowi spaść, śnieg niezwłocznie spadł. Najpierw obniżenie temperatury, a dzień później - śnieg. A dziś się śnieg rozkręcił i jak wczoraj był raczej nieśmiały, tak dziś wyraźnie widać, że jest - do cholerci - styczeń. Po dwóch miesiącach teoretycznej zimy. Wiedzieliśmy, że Kapitan ma moc sprawdzą, ale że aż tak?
Może wzmocniła tę moc złożona przez nas ofiara? Daliśmy przecie Kapitanowi prezent.

Szkoda ino, że zmiana kierunku mocno nas odseparowała od Kapitana, ale cóż. Kontakt jakoś się trzyma, więc nie jest jakoś źle. Nowych znajomych - przynajmniej takich, co by nas mogli oswoić, na razie nie ma. Może i dobrze, ale pewnie za niedługo znów będziemy smęcić, że nie mamy żadnego Zusammengehörigkeitsgefühl i wyrzucamy zabawki, jak nam się znudzą. Już się nudzą. Ale będzie tego trochę, może się z którymiś na dłuższą chwilę zintegrujemy. Ostatecznie fińskie stado wydaje się już na pierwszy rzut oka bardziej na poziomie niż to niemieckie. A ponoć to Finowie są burakami. Hm. I tak deklasują tę nędzną niemiecką, bogobojną i propisowską załogę. Jak można popierać coś takiego w wieku dwudziestu kilku lat...? Niepojęte.
Chociaż i na fińskiej było prychanie. Konkretnie prychanie rusofoba na hiena. Aby nie prowokować konfliktów, hien nie prychał, tylko ignorował. W końcu i tak carat będzie górą, ni? I wrócimy do pięknych czasów języka obcego w szkołach.

Właśnie, jeśli chodzi o studia... studia jak studia. Na niemieckim się męczymy, bo nigdy nie przypuszczaliśmy, że można kazać studentom spędzać trzy godziny w tygodniu kompletnie bezproduktywnie na słuchaniu nudnych prezentacji. Bardzo rzadko występuje typ zajęć konwersacyjnych, a interesujących dyskusji w ogóle... no, posucha jest. Póki jest literatura, jakoś przebolewamy, ale po tym semestrze się kończy - i jakoś tak nas dziekanka kusi.

Z fińskim lepiej idzie. A właściwie do niedawna nie szło, bo myśmy nie chodzili, a na pierwszym roku, jak wiadomo, są głównie zawracające gitarę wykłady, które nie mają nijak związku z kierunkiem. Ale wystarczyło nam dwa razy pójść na zajęcia, by dwa dni trwał haj naszej motywacji. Bo po tym napisaliśmy za jednym posiedzeniem i z dziką radochą całą ogromną rozprawkę na temat lektury na literaturę. I aż chce nam się pisać ją dalej.
Znacznie mniej chce nam się przygotowywać na praktyczny niemiecki. Tego nam się w ogóle nie chce.

I jeszcze cosik:
Давай за Kapitana i Miszę. Niech żyją zawsze piękni (w wypadku Miszy może to być nieco problematyczne chyba... ale uznajmy na potrzeby skrócenia życzeń, że i do niego się do odnosi) i młodzi przez długie lata. I bez nawet jednej zmarszczki. Kapitanowi ponadto życzym, by spełnił swoje 1000 złych uczynków, jak planuje. A Miszy, by przestał robić sobie słit focie w ciemnych okularach w ciemnym pokoju i by przestał uznawać swoje najbardziej paszczurzaste fotki na najlepsze. Yh, prawie zapomnieliśmy. Chcemy też, by zawsze świetnie skakał. O.

Edycja: no pięknie, czyż to nie jest rzecz znacząca, iż Misza zają dziś 15 miejsce 15 stycznia w swoje - i Kapitańskie - urodziny? Jeszcze raz je dziś zajmie, a zaliczymy zgona.
Pokrzywa, 15.01.2012
Komentuj, komentarzy 1.

______________________________________________________________________________

046. Od Tartaru do Hienolotności

Było źle. Mieliśmy całą notkę na Hienerko prawie napisaną. Smętną, ponurą, dramatyczną jak nasze samopoczucie ostatnimi miesiącami. Ale jakoś nam przeszło - nie całkiem, ale trochę. I na pewno wróci, o to się nie martwimy.

Chcieliśmy zresetować swój umysł. Obudzić się - jak w filmie Kaurismäkiego - kompletnie bez przeszłości. Zresetować pamięć, wgrać nowy język, nowe emocje, wszystko od nowa. Zerwać ze wszystkim. Tym złym i tym dobrym.
Człowiek bez przeszłości był. Może więc hiena?
Ale wiemy, że nigdy tego nie zrobimy. Nie zresetujemy się, choćbyśmy mieli taką możliwość i choćbyśmy byli w takim stanie psychicznym jak niedawno. Mysz czeka. Druga też. Psiarnia czeka, sztuk dwa. Lillchen też. Nasz kapitan w sumi też. Ale chyba najbardziej trzyma nas mysz, bo przecież nikt inny myszy nie nakarmi ani klatki jej nie wymyje.
I nie mieliśmy siły. Rozsądek i chęć życia z najmniejszym możliwym wysiłkiem dominowała jakoś i gotowi byliśmy olać dwutygodniową nerwicę, okresową dezintegrację charakteru, niż zrezygnować. Wolimy taplać się w cieplarnianych warunkach i udawać, że to wewnętrzne gnicie nie ma miejsca. Byle było coś na zewnątrz, można się dalej taplać.
Biorąc pod uwagę, że wtedy szczytem naszych możliwości jest jeden dzień bez picia... nie było dobrze. Ale wcale nie chcieliśmy tego zmieniać. Jesteśmy słabi. Może i podnosimy się po każdym wdeptaniu nas w ziemię, ale przecież daliśmy się wdeptać.
Słabi nie mają prawa do życia. Większości to nie przeszkadza, że chowają się za silniejszymi, ale hien... hien nie ma ochoty. Instynkt samozachowawczy jednak uparcie nie pozwala hienowi dać się rozwalić do końca, ale hien go prawie przechytrzył. Wyjdzie drogo, ale przynajmniej instynty wszelakie mogą nam nagwizdać.

Zauważyliśmy, że piszemy tu głównie wtedy, gdy musimy czymś zająć nasz umysł, by nie taplał się w tym, co go nęka. Doskonałym sposobem jest wytaplanie czytelników (Lillchen) w naszych smętnych monologach.
I naprawdę chcieliśmy napisać jeszcze coś pozytywnego. Na przykład więcej o poprzednim pobycie Toruniu, o planowaniu trzeciej części Dramatu, o Hirołsach i głupawkach. Ale my chyba po prostu nie potrafimy się tak rozpisywać jak Lillchen. I z natury jesteśmy ponurzy i pesymistyczni, chętnie nazywając nasze podejście realizmem.
Świeżo po: absurdzie przepowiedzianym przez karty, odruchach wymiotnych w reakcji na rzeczony absurd, kupieniu tuszów w ramach nakłaniania drukarki do drukowania odpowiedzi na pozew, snuciu się po Warszawie i lekturze pierwszego tomu Solanina czuliśmy się sfrustrowani. Jak jasna cholera. Mimo iż efekt wyprawy przedstawia się następująco: Materia Dziwactwa na półce, płyta z Les Miserables w wieży - niech spróbuje mi cholera tej płyty nie odczytać, a wyleci przez okno! Solanina też zdążyliśmy okazjonalnie nabyć. I przeczytaliśmy drugi tom. To frustrująca lektura, ale podoba nam się.

Zastanowiliśmy się też dawno temu, co by było, gdybyśmy nie poszli tamtego dnia na fiński, olewając nieodbierające telefonów Towarzystwo Polska-Norwegia. Nie zainteresowalibyśmy się fińskim, nie kibicowali skakajcom, nie byli w Helsinkach, a obecnie nie mielibyśmy innego ciekawego kierunku w perspektywie. Bylibyśmy na całkowitym bezdrożu, nie mogąc wytrzymać na tej beznadziei pseudouniwersyteckiej. Z pozwami kolejnymi, które owocują rozprawami i zatruwają nam mniej więcej miesiąc i wprawiają prawie że w nerwicę. Próbując nie wypuszczać z klatki tego czegoś, co nam w psychice... albo gdzieś za nią siedzi i głosi poglądy destrukcyjne. Kiedyś już wspominaliśmy, że nasz obłęd nie jest hipotezą, a kwestią czasu. Szczególnie lubuje się on we frustracji.
Dobrze chociaż, że powoli uodparniamy się na te sądownicze koszmary. Jednak hippizm w tej kwestii nie jest dobry, tu trzeba zasady oko za oko, ząb za ząb i lodowatej mściwości, by się utrzymać na emocjonalnej powierzchni.

Nie lubimy tego świata raczej. Być może kiedyś będziemy tak sfrustrowani, że wypuścimy to nasze wewnętrzne wściekłe stworzenie i damy pokaz, jak bardzo nienawidzimy tego świata i zasiedlających go ludzików.

A nasza filozofia życia jest pesymistyczna i nie znajdziemy w niej pociechy - oto niezwykle przyjemny wniosek z przeglądania naszych wszelakich skolekcjonowanych cytatów, opisów, ulubionych tekstów, etc. Wyszło... nieciekawie.
"Chcę wyrwać się, zapomnieć chcę, strzepnąć pył!"
"Tief im Inneren bleibt jeder einsam und leer"
"Ich brauche keine Unterstützung für meinen schwachen Geist"
"Nawet gdy śnię [...] rzeczywistość zbliża się gwałtownie"
"Uwierz w cuda, a oni poznają twoje uczucia."
"Wolnym bowiem jest człowiek tylko wtedy, gdy jest samotny"
"Your mind is hyper tool, it fixes everything"
"I've got nothing to gain, to lose"
"Monotonne przerwać sny, od początku zacząć śnić..."
"Tam jest swoboda, nadzieja, której tu nam brak"
Słodkie, czyż nie?

Czasem zdarza się w opowieściach tak, że wszyscy o danej osobie zapominają, a ją czeka nowa przyszłość. O nas też wszyscy zapomną, nasza morda zatrze się w pamięci, wystarczy ino, że zdechniemy w jakimś kącie. Ale gdybyśmy byli w sytuacji choćby jak główny bohater Brudnopisu Łukjanienki, umielibyśmy to wykorzystać? Pewnie nie. Wściekliśmy na niego, że tak to skończył, ale było to najrealniejsze zakończenie na świecie, chociaż przykre i niesatysfakcjonujące. Niektóre zakończenia muszą takie być, bo takie jest życie i świat.

***

Ale teraz... jakoś nam lepiej. Dzisiaj przynajmniej. Wyszliśmy z dołka, byliśmy drugi raz w Toruniu, planujemy wybrać się raz trzeci, póki są wakacje. Ruski rozpoczęty, barmańskie szkolenie - od poniedziałku. Nowa mysz, wściekły z powodu eksmisji ze swojej klatki Fuks, stos książek do przeczytania, milion razy większy stos pomysłów do spisania, pierwsza opowieść pisana na żywioł. I mamy wrażenie, że ona nam wyjdzie, bo nie ogranicza jej wymyślony świat. On powstaje dla niej, a nie - jak to u nas bywa - musimy opowieści wpasowywać w świat w pełni stworzony, co wymaga oczywiście misternego planowania.
I nie pijemy już tak ostro, oszczędzamy.

Poza tym przyjęto nas na linię fińską ugrofinistyki. Pobiegliśmy przenieść papiery z linii węgierskiej (na którą przyjęto nas w pierwszej turze) na linię fińską (druga tura). Jesteśmy z tego niezwykle zadowoleni...
Poza tym mamy luz, odpuściliśmy sobie fanatyczne wręcz czytanie mang, więc nie biegamy po mieście, by czytać, kupować i zżymać się na brak funduszy. Teraz idziemy spokojnie, przeczytamy to albo owo, i nie narzucamy sobie dyscypliny typu "dziś przeczytasz sześć tomów". Jak nam z tym teraz miło.

Miło też było w Toruniu. Mniej miło było wstawać po Hirołsach do wpół do czwartej, ale same Hirołsy były mocarne. Podobnie jak ganianie po mieście tylko po lody - no ale co poradzić, hien odwiedza Toruń rzadko, lody zaiste dobre są, a co tego bywają o smaku kiwi.
Komiczne było też słuchać ciekawostek o Lillchen od nieświadomej młodzieży, która hienu nad uchem paplała radośnie o Lill, nie wiedząc, że hien obiekt rozmów i plot zna.
Spotkaliśmy Tarota Wrednego - nadal jest wredny. Chyba za to go tak wielbimy. Niech Wredny dziękuje Hirołsom, że chociaż jeden dzień spokoju od nas miał - dzięki grze.
Bo jak tu nie grać, jak się ma dwie wieże jak we Władcy Pierścieni, dostawę artefaktów pod same bramy - normalnie jak w merlin.pl, a Błondinka Ksiu zagrzewa owe dwie pozostałe wieże strzelnicze do strzelania?
I dzięki Lillchenowym Hirołsom Solmyra polubiliśmy. No ma on fajne zaklęcie - łańcuch piorunów, przydatne jak diabli. Lillchen uczyniła wiele pokazów, jak należy go używać, ale sednem sprawy nie pieruny są, a niewątpliwy fakt Solmyrowego robienia za modela. Swoją drogą - następnym razem weźmiemy Hirołsy czwórkę chyba i Paulusa naszego pokażemy. Ha.
Ponadto Hirołsy w morały obfitowały, jak choćby w ten, który dzieci uczy, dlaczego nie należy liczyć na Armię Czerwoną. Byliśmy aż zbyt wyraźnym tegoż przykładem. My się ledwo bronimy z naszym mizernym garnizonem, Lillchen biegnie nam na pomoc... ino przy okazji kopalnie odbija i obeliski ogląda. A my w międzyczasie żeśmy się jednak obronili, Armia Czerwona przyszła zaś na gotowe i osłabionemu atakami na nas przeciwnikowi zamek zwinęła.
Niestety, mapy prawie wygrane po pewnym czasie robią się nudne. Wszystko już masz i szukasz przeciwnika, by go dobić. A on zwiewa. I wtedy zaczyna się poszukiwanie podziemi... ewentualnie nadziemi do plądrowania.
Ale to nic, to nic, małe schizy zawsze najlepsze, jak choćby te z ogrami, co poszły w las i troglodytami na speedzie. No i fejsbukującymi harpiami, które LUBIĄ TO.
Poza morałem z Armią Czerwoną był jeszcze jeden, który boleśnie dał nam popalić... chociaż raczej naszym wrogom. Otóż golemy - co za poprzedniego pobytu takie niedokochane były - odzyskały dobre imię i same przetrzebiły wrogą armię. A takie niedoceniane były. Myśmy się wybraniali z tych ciągłych wrogich oblężeń chyba tylko dzięki krasnoludom (nie ma jak wygrać dosłownie dwoma jednorożcami, bo przeciwnik zajął się dobieraniem się do skóry krasnoludom, a reszta wojska miała spokój). Od tej pory oboje z Lillchen chyba będziemy jednak inwestować w te odporne, ale powolne jednostki. Nie ma nic lepszego, jak próbujesz po prostu przeczekać za murami inwazję.

Co do gier - wreszcie uzupełnili my wykresy ze Skijumping Managera. Nareszcie, od miesięcy nie przenosiliśmy danych do zeszytów.

Wróciła nam też miłość do skoków. Gdy zadzwoniła nam przypominajka o skokach, tak żeśmy się ucieszyli, tak nam się coś ruszyło gdzieś w wątrobie, żeśmy pognali do telewizora jak Taśka do kuchni.
Transmisja ze Szczyrku - rządzi. Naprawdę. Nie podejrzewaliśmy, że będziemy się tak fajnie bawić z TVP Sport, ale nas dobiło to, że komentator sam nie wiedział, że relacjonuje pogodę na Ursynowie. Nie nasza wina, że pogoda do teraz była identyczna.
Ciemne chmury nadchodziły nad Ursynów, komentator wspominał o ciemnych chmurach nadchodzących nad Szczyrk. Na Ursynowie zerwał się wicher - a komentator o tym, że zaczęło wiać. Ciemno się zrobiło nad Ursynowem - a komentator rzecze, że ciemno się zrobiło nad skocznią. U nas wicher się wzmógł tak, że prawie okno wywalił z framugi, w Szczyrku ponoć wiatr silny zaczął wiać i skakajcom po 6 punktów zań odejmowano. Na Ursynowie lać zaczęło jak z cebra, a dosłownie kilka sekund później i komentator to zauważył, mówiąc o tym, że zaczęło padać.
Głupawka murowana, zwłaszcza jak telewizor stoi tuż obok okna, z którego całą pogodę widać.

Bilans skoków jest znośny - wprawdzie Stoch wysoko, Austriacy wysoko, a Kranjec czwarty. I źle, i dobrze. Czwarte miejsce przykre jest, ale dość wysokie.

Zaś co do samego Kranjca - chcieliśmy napisać notkę w dzień jego urodzin, ale nam nie wyszło. Szkoda, bo lubimy go i chcieliśmy go w notce odpowiedniego dnia wspomnieć i uhonorować. Niniejszym robim to teraz i obiecujem na jego cześć nie pić aż do piątku.
Pokrzywa, 20.07.2011
Komentuj, komentarzy 1.

______________________________________________________________________________

045. Po Toruniu.

Pamięta ktoś jeszcze trzęsienie ziemi w Japonii? A może to na Sri Lance? Hien powoli zapomina - i ma wrażenie, że wszyscy zapominają. Ludzie mają krótką pamięć i chętnie sięgają po efektowne, ale często bezsensowne działania. Kto wie, może planują podjąć jakieś kiedyś, ale zapominają. A jednak gdzieś w hieniej pamięci tkwił ten rozsławiony na cały świat psiak, który sprowadził pomoc do drugiego rannego psiaka. Powiedzcie nam, ludzie, bo my hieną jesteśmy i was nie pojmujem - jak to się dzieje, że normalnie traktujecie zwierzęta przedmiotowo, a w stanie tak wzburzonych emocji nagle zachciewa wam się podziwiać takie altruistyczne psie reakcje? W innej sytuacji pewnie psiaki mogłyby nawet zatańczyć tango, a ludzi by to nie ruszyło.
Posmoleński szał też minął. Mamy zwykłe, normalne tygodnie. Znani nie giną, tragedii wielkich (mamy na myśli takie, o których nawet hien wie*) nie ma.
Hiena musi się w tym odnaleźć. Szczególnie w tych reakcjach, szybko zapominanych, których stanowi kwintesecję. Właśnie tak, bo przecież my się nie przywiązujemy. Największą naszą traumą po śmierci najbliższej nam istoty było stawienie czoła faktom, iż w sumie jedyną emocją, jaka nas wtedy tknęła, była ulga. Może to dobrze, może to znaczy, że akceptujemy przemijanie, śmiertelne przypadki, bla bla, etc. Ale może to źle, że jesteśmy aż tak upośledzeni, aż tak zwróceni w kierunku tymczasem.
Szukamy czegoś trwałego** i nie znajdujemy, nasza największa pasja okazała się być sezonową manią, jedna za drugą pasje zdegradowały się. Czego byśmy nie oddali za nasz dawny fanatyzm, zmieniony na chłodne przyzwyczajenie. Przyzwyczaiłom się lubić fiński, więc go lubię. Gdyby nie konsekwencja ("będę na ugrofinistyce i kropka!" te trzy lata temu), teraz bylibyśmy na kompletnym bezdrożu. A teraz idziemy w stronę, którą żeśmy kiedyś poprzysięgli, ale już jej nie czujemy.
Czy to tylko hien tak zapomina, czy wszyscy? Wątpliwe, by wszyscy, hien tyle się naobserwował i nasłuchał świadectw, że nie tak to się normalnie toczy.

Jakby tego było mało, jedyną obecnie motywacją do nauki jest na złość. (I co za zły los. W ramach nieuczenia się do egzaminu hien dostał od kart wyraźny rozkaz, że ma wracać do nauki.) Yhy, na złość, bo znów dostaliśmy pozew, który cholernie obniżył nam współczynnik emocji pozytywnych. Chce się aż załatwić to metodami najprostszymi acz drogimi, a hien nie ma kasy na wynajęcie zbirów. Już powoli zaczynamy się zastanawiać, czy nie wywalić tego do śmieci i nie zabrać się do roboty, bo to oszczędziłoby nam biegania po sądach w ramach bitew o alimenty. Chyba jednak nasze karty rację miały, oskarżając nas o zbytnie skupianie się na stronie materialnej życia, bo poświęcamy swoje zdrowie psychiczne, byle tylko nie musieć przestać się lenić. Pasożyt z wyboru i przekonania. I strategie wymyśla, jakby tym pasożytem za wszelką cenę zostać.

I tak to mniej więcej wygląda - prawo, iż w przyrodzie nic nie ginie i że równowaga być musi, niniejszym uznajemy za zachowane. Po Toruniu nadszedł czas przykry, który coraz usilniej stara się nam przyćmić nasze małe wakacje, chociaż Toruń wspominamy bardzo pozytywnie i przytłoczenie tego przykrościami takie łatwe nie będzie. Zwłaszcza akcję z peruką wściekle różową, Runą-alkoholiczką, niedokochanymi golemami i tworzeniem fabuły dalszych części Dramatu wspominamy cokolwiek radośnie. I naszą miłość od drugiego wejrzenia do wyjątkowo dobitnego, wygadanego i pyskatego Tarota, który nasze pragnienie poznania przyszłości skwitował jako tyranię, autokratyzm, no ogólnie straszny ucisk i wyzysk, oraz oznajmił iż zamierza być opozycją polityczną i czynić strajk. No i rąbanie w Hirołsy, ziomek z fioletowego zamku rządził. Zamelinował się i czekał, aż mu stwory przy tartaku... ekhm, młynie pokonamy. Albo ten, co jednego ożywieńca zostawił na straży zamku. Faktycznie był to poziom ultraprosty, z tym że nasz komp ma o nim nieco inne pojęcie i na tym poziomie nasz komp całkiem nieźle sobie radzi... my za to nieco gorzej. Przypuszczalnie u Lillchen ultraprosty poziom (według naszego kompa) to poziom trudny.

A wracając do kwestii profetycznych, nabyliśmy ponadto wahadełka, którego w związku z zaistniałą sytuacją sądowniczą chyba zaczniemy eksploatować (twierdzi ono obecnie, że nie ma się co martwić), podobnież jak karty nasze i runy. Przynajmniej żadne się nie może narzekać, że zbyt je wyzyskujemy, bo mogło być gorzej i mogliśmy wcale nowych narzędzi wróżbickich nie nabywać. Tym bardziej, że nabywanie ich polegało głównie na bieganiu od sklepu do sklepu podczas przerwy w deszczu. Chociaż nie żałujem wyprostowanych kudłów, bo dzięki temu kupiliśmy tanio potencjalnie ciekawą knjigę i widzieliśmy kolejną potencjalnie ciekawą, którą weźmiem z bibliotek i poczytamy. I być może wtedy poprosimy Lillchen o tę knjigę. Zachciało nam się dzięki temu nieco ogarnąć młodych polskich autorów, bo jeśli piszą jak An-Nah czy Lillchen, to z pewnością warto.
I wahadełka, i run też nie żałujem, chociaż runy chyba nas za bardzo na razie jeszcze nie polubiły. Chociaż może to być też kwestia tego, że nie umiemy jeszcze się z nimi właściwie obchodzić.
Może o Toruniu napiszemy coś jeszcze kiedyś, bo teraz nas głównie ten pozew i panujące obecnie urwanie głowy martwi przede wszystkim.

*btw, hien nie pojmuje, jak to się stało, że właśnie w dzień trzęsienia sprawdził onet. Hien czyta wiadomości onetowe może raz na parę miesięcy. To chyba ta pamięć gatunkowa i gatunkowa telepatia.

**w Utenie bylibyśmy pewnie Szermierzem - wszak oni dążyli do Czegoś Wiecznego, samej Utenie ponoć zostało pokazane Coś Wiecznego. Z drugiej strony każdy z nich miał też inny cel, niektórzy chcieli się wyzwolić. Paradoks - wyzwolenie, a jednocześnie zdobycie pewności, że jest coś, ku czemu warto się zwrócić, bo jest wieczne, w przeciwieństwie do hienich emocji, pasji i wszystkiego.
Pokrzywa, 23.05.2011
Komentuj, komentarzy 1.

______________________________________________________________________________