Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby
046. Od Tartaru do Hienolotności
Jesteś tu 8430 osobą. Dodaj do ulubionych, napisz w Księdze Gości.

Wiaderko wśród fal
Człowiek jest zawsze sam.
W życiu zagubiony, miota się
jak wiaderko wśród fal.

Bałwany zatopić próbują,
ku swej woli zaciągnąć,
pogrzebać pod krą.

Każdy płynie z lękiem,
siedząc na dnie, mimo iż tak
nie da się kierować wiaderkiem.

I tak też żyje cały ludzki świat,
targany wichrem i przez bałwany.
I ja - zagubione hienerko wśród fal.
Moje linki?

Świat robi się kolorowy, gdy siadasz z kieliszkiem wina w dłoni, w tle gra cicha muzyka, a ty słuchasz opowieści. Czasem trzeba powiedzieć w kilku słowach o sobie, oceniając swój temperament, z czworonogiem na kolanach.
Można spisać te nasze opowiadania i złamać pióro, pozwolić porwać się jego magii, rzucić się w objęcia muzom wszystkich artystów.

A może chcesz się wybrać na wędrówkę po Smoczej Dolinie lub gdzie indziej? Tam też mnie spotkasz.

Czytu, czytu:
Lill
Turn the page - Lori
Fin Fiction - Jade the Jedi
1915 - Tatia
Szkoła wyprzedzania - Lill
Pfleger - Lill
Dramatis Personae - Anka
Mestari
Latria śmierci - Eu
1500 km - Lill



Obrazek stąd.
Szablon mój.
Wierszyk mój.
Prosiłabym ze mną konsultować pozahienerkowy użytek.

046. Od Tartaru do Hienolotności

Było źle. Mieliśmy całą notkę na Hienerko prawie napisaną. Smętną, ponurą, dramatyczną jak nasze samopoczucie ostatnimi miesiącami. Ale jakoś nam przeszło - nie całkiem, ale trochę. I na pewno wróci, o to się nie martwimy.

Chcieliśmy zresetować swój umysł. Obudzić się - jak w filmie Kaurismäkiego - kompletnie bez przeszłości. Zresetować pamięć, wgrać nowy język, nowe emocje, wszystko od nowa. Zerwać ze wszystkim. Tym złym i tym dobrym.
Człowiek bez przeszłości był. Może więc hiena?
Ale wiemy, że nigdy tego nie zrobimy. Nie zresetujemy się, choćbyśmy mieli taką możliwość i choćbyśmy byli w takim stanie psychicznym jak niedawno. Mysz czeka. Druga też. Psiarnia czeka, sztuk dwa. Lillchen też. Nasz kapitan w sumi też. Ale chyba najbardziej trzyma nas mysz, bo przecież nikt inny myszy nie nakarmi ani klatki jej nie wymyje.
I nie mieliśmy siły. Rozsądek i chęć życia z najmniejszym możliwym wysiłkiem dominowała jakoś i gotowi byliśmy olać dwutygodniową nerwicę, okresową dezintegrację charakteru, niż zrezygnować. Wolimy taplać się w cieplarnianych warunkach i udawać, że to wewnętrzne gnicie nie ma miejsca. Byle było coś na zewnątrz, można się dalej taplać.
Biorąc pod uwagę, że wtedy szczytem naszych możliwości jest jeden dzień bez picia... nie było dobrze. Ale wcale nie chcieliśmy tego zmieniać. Jesteśmy słabi. Może i podnosimy się po każdym wdeptaniu nas w ziemię, ale przecież daliśmy się wdeptać.
Słabi nie mają prawa do życia. Większości to nie przeszkadza, że chowają się za silniejszymi, ale hien... hien nie ma ochoty. Instynkt samozachowawczy jednak uparcie nie pozwala hienowi dać się rozwalić do końca, ale hien go prawie przechytrzył. Wyjdzie drogo, ale przynajmniej instynty wszelakie mogą nam nagwizdać.

Zauważyliśmy, że piszemy tu głównie wtedy, gdy musimy czymś zająć nasz umysł, by nie taplał się w tym, co go nęka. Doskonałym sposobem jest wytaplanie czytelników (Lillchen) w naszych smętnych monologach.
I naprawdę chcieliśmy napisać jeszcze coś pozytywnego. Na przykład więcej o poprzednim pobycie Toruniu, o planowaniu trzeciej części Dramatu, o Hirołsach i głupawkach. Ale my chyba po prostu nie potrafimy się tak rozpisywać jak Lillchen. I z natury jesteśmy ponurzy i pesymistyczni, chętnie nazywając nasze podejście realizmem.
Świeżo po: absurdzie przepowiedzianym przez karty, odruchach wymiotnych w reakcji na rzeczony absurd, kupieniu tuszów w ramach nakłaniania drukarki do drukowania odpowiedzi na pozew, snuciu się po Warszawie i lekturze pierwszego tomu Solanina czuliśmy się sfrustrowani. Jak jasna cholera. Mimo iż efekt wyprawy przedstawia się następująco: Materia Dziwactwa na półce, płyta z Les Miserables w wieży - niech spróbuje mi cholera tej płyty nie odczytać, a wyleci przez okno! Solanina też zdążyliśmy okazjonalnie nabyć. I przeczytaliśmy drugi tom. To frustrująca lektura, ale podoba nam się.

Zastanowiliśmy się też dawno temu, co by było, gdybyśmy nie poszli tamtego dnia na fiński, olewając nieodbierające telefonów Towarzystwo Polska-Norwegia. Nie zainteresowalibyśmy się fińskim, nie kibicowali skakajcom, nie byli w Helsinkach, a obecnie nie mielibyśmy innego ciekawego kierunku w perspektywie. Bylibyśmy na całkowitym bezdrożu, nie mogąc wytrzymać na tej beznadziei pseudouniwersyteckiej. Z pozwami kolejnymi, które owocują rozprawami i zatruwają nam mniej więcej miesiąc i wprawiają prawie że w nerwicę. Próbując nie wypuszczać z klatki tego czegoś, co nam w psychice... albo gdzieś za nią siedzi i głosi poglądy destrukcyjne. Kiedyś już wspominaliśmy, że nasz obłęd nie jest hipotezą, a kwestią czasu. Szczególnie lubuje się on we frustracji.
Dobrze chociaż, że powoli uodparniamy się na te sądownicze koszmary. Jednak hippizm w tej kwestii nie jest dobry, tu trzeba zasady oko za oko, ząb za ząb i lodowatej mściwości, by się utrzymać na emocjonalnej powierzchni.

Nie lubimy tego świata raczej. Być może kiedyś będziemy tak sfrustrowani, że wypuścimy to nasze wewnętrzne wściekłe stworzenie i damy pokaz, jak bardzo nienawidzimy tego świata i zasiedlających go ludzików.

A nasza filozofia życia jest pesymistyczna i nie znajdziemy w niej pociechy - oto niezwykle przyjemny wniosek z przeglądania naszych wszelakich skolekcjonowanych cytatów, opisów, ulubionych tekstów, etc. Wyszło... nieciekawie.
"Chcę wyrwać się, zapomnieć chcę, strzepnąć pył!"
"Tief im Inneren bleibt jeder einsam und leer"
"Ich brauche keine Unterstützung für meinen schwachen Geist"
"Nawet gdy śnię [...] rzeczywistość zbliża się gwałtownie"
"Uwierz w cuda, a oni poznają twoje uczucia."
"Wolnym bowiem jest człowiek tylko wtedy, gdy jest samotny"
"Your mind is hyper tool, it fixes everything"
"I've got nothing to gain, to lose"
"Monotonne przerwać sny, od początku zacząć śnić..."
"Tam jest swoboda, nadzieja, której tu nam brak"
Słodkie, czyż nie?

Czasem zdarza się w opowieściach tak, że wszyscy o danej osobie zapominają, a ją czeka nowa przyszłość. O nas też wszyscy zapomną, nasza morda zatrze się w pamięci, wystarczy ino, że zdechniemy w jakimś kącie. Ale gdybyśmy byli w sytuacji choćby jak główny bohater Brudnopisu Łukjanienki, umielibyśmy to wykorzystać? Pewnie nie. Wściekliśmy na niego, że tak to skończył, ale było to najrealniejsze zakończenie na świecie, chociaż przykre i niesatysfakcjonujące. Niektóre zakończenia muszą takie być, bo takie jest życie i świat.

***

Ale teraz... jakoś nam lepiej. Dzisiaj przynajmniej. Wyszliśmy z dołka, byliśmy drugi raz w Toruniu, planujemy wybrać się raz trzeci, póki są wakacje. Ruski rozpoczęty, barmańskie szkolenie - od poniedziałku. Nowa mysz, wściekły z powodu eksmisji ze swojej klatki Fuks, stos książek do przeczytania, milion razy większy stos pomysłów do spisania, pierwsza opowieść pisana na żywioł. I mamy wrażenie, że ona nam wyjdzie, bo nie ogranicza jej wymyślony świat. On powstaje dla niej, a nie - jak to u nas bywa - musimy opowieści wpasowywać w świat w pełni stworzony, co wymaga oczywiście misternego planowania.
I nie pijemy już tak ostro, oszczędzamy.

Poza tym przyjęto nas na linię fińską ugrofinistyki. Pobiegliśmy przenieść papiery z linii węgierskiej (na którą przyjęto nas w pierwszej turze) na linię fińską (druga tura). Jesteśmy z tego niezwykle zadowoleni...
Poza tym mamy luz, odpuściliśmy sobie fanatyczne wręcz czytanie mang, więc nie biegamy po mieście, by czytać, kupować i zżymać się na brak funduszy. Teraz idziemy spokojnie, przeczytamy to albo owo, i nie narzucamy sobie dyscypliny typu "dziś przeczytasz sześć tomów". Jak nam z tym teraz miło.

Miło też było w Toruniu. Mniej miło było wstawać po Hirołsach do wpół do czwartej, ale same Hirołsy były mocarne. Podobnie jak ganianie po mieście tylko po lody - no ale co poradzić, hien odwiedza Toruń rzadko, lody zaiste dobre są, a co tego bywają o smaku kiwi.
Komiczne było też słuchać ciekawostek o Lillchen od nieświadomej młodzieży, która hienu nad uchem paplała radośnie o Lill, nie wiedząc, że hien obiekt rozmów i plot zna.
Spotkaliśmy Tarota Wrednego - nadal jest wredny. Chyba za to go tak wielbimy. Niech Wredny dziękuje Hirołsom, że chociaż jeden dzień spokoju od nas miał - dzięki grze.
Bo jak tu nie grać, jak się ma dwie wieże jak we Władcy Pierścieni, dostawę artefaktów pod same bramy - normalnie jak w merlin.pl, a Błondinka Ksiu zagrzewa owe dwie pozostałe wieże strzelnicze do strzelania?
I dzięki Lillchenowym Hirołsom Solmyra polubiliśmy. No ma on fajne zaklęcie - łańcuch piorunów, przydatne jak diabli. Lillchen uczyniła wiele pokazów, jak należy go używać, ale sednem sprawy nie pieruny są, a niewątpliwy fakt Solmyrowego robienia za modela. Swoją drogą - następnym razem weźmiemy Hirołsy czwórkę chyba i Paulusa naszego pokażemy. Ha.
Ponadto Hirołsy w morały obfitowały, jak choćby w ten, który dzieci uczy, dlaczego nie należy liczyć na Armię Czerwoną. Byliśmy aż zbyt wyraźnym tegoż przykładem. My się ledwo bronimy z naszym mizernym garnizonem, Lillchen biegnie nam na pomoc... ino przy okazji kopalnie odbija i obeliski ogląda. A my w międzyczasie żeśmy się jednak obronili, Armia Czerwona przyszła zaś na gotowe i osłabionemu atakami na nas przeciwnikowi zamek zwinęła.
Niestety, mapy prawie wygrane po pewnym czasie robią się nudne. Wszystko już masz i szukasz przeciwnika, by go dobić. A on zwiewa. I wtedy zaczyna się poszukiwanie podziemi... ewentualnie nadziemi do plądrowania.
Ale to nic, to nic, małe schizy zawsze najlepsze, jak choćby te z ogrami, co poszły w las i troglodytami na speedzie. No i fejsbukującymi harpiami, które LUBIĄ TO.
Poza morałem z Armią Czerwoną był jeszcze jeden, który boleśnie dał nam popalić... chociaż raczej naszym wrogom. Otóż golemy - co za poprzedniego pobytu takie niedokochane były - odzyskały dobre imię i same przetrzebiły wrogą armię. A takie niedoceniane były. Myśmy się wybraniali z tych ciągłych wrogich oblężeń chyba tylko dzięki krasnoludom (nie ma jak wygrać dosłownie dwoma jednorożcami, bo przeciwnik zajął się dobieraniem się do skóry krasnoludom, a reszta wojska miała spokój). Od tej pory oboje z Lillchen chyba będziemy jednak inwestować w te odporne, ale powolne jednostki. Nie ma nic lepszego, jak próbujesz po prostu przeczekać za murami inwazję.

Co do gier - wreszcie uzupełnili my wykresy ze Skijumping Managera. Nareszcie, od miesięcy nie przenosiliśmy danych do zeszytów.

Wróciła nam też miłość do skoków. Gdy zadzwoniła nam przypominajka o skokach, tak żeśmy się ucieszyli, tak nam się coś ruszyło gdzieś w wątrobie, żeśmy pognali do telewizora jak Taśka do kuchni.
Transmisja ze Szczyrku - rządzi. Naprawdę. Nie podejrzewaliśmy, że będziemy się tak fajnie bawić z TVP Sport, ale nas dobiło to, że komentator sam nie wiedział, że relacjonuje pogodę na Ursynowie. Nie nasza wina, że pogoda do teraz była identyczna.
Ciemne chmury nadchodziły nad Ursynów, komentator wspominał o ciemnych chmurach nadchodzących nad Szczyrk. Na Ursynowie zerwał się wicher - a komentator o tym, że zaczęło wiać. Ciemno się zrobiło nad Ursynowem - a komentator rzecze, że ciemno się zrobiło nad skocznią. U nas wicher się wzmógł tak, że prawie okno wywalił z framugi, w Szczyrku ponoć wiatr silny zaczął wiać i skakajcom po 6 punktów zań odejmowano. Na Ursynowie lać zaczęło jak z cebra, a dosłownie kilka sekund później i komentator to zauważył, mówiąc o tym, że zaczęło padać.
Głupawka murowana, zwłaszcza jak telewizor stoi tuż obok okna, z którego całą pogodę widać.

Bilans skoków jest znośny - wprawdzie Stoch wysoko, Austriacy wysoko, a Kranjec czwarty. I źle, i dobrze. Czwarte miejsce przykre jest, ale dość wysokie.

Zaś co do samego Kranjca - chcieliśmy napisać notkę w dzień jego urodzin, ale nam nie wyszło. Szkoda, bo lubimy go i chcieliśmy go w notce odpowiedniego dnia wspomnieć i uhonorować. Niniejszym robim to teraz i obiecujem na jego cześć nie pić aż do piątku.
Pokrzywa, 20.07.2011
Komentuj, Powrót.

______________________________________________________________________________



Lillchen
brak www
data: 20.07.2011
O raju, jakie długaśne hienerko. No ale co tam, Lillchen bardzo chętnie podzieli się refleksją, że latanie do miasta po lody dobrze robimy na sylwetkę... a zwłaszcza sylwetkę portfela. Mniej dobrze na cokolwiek robią pobudki o dwunastej xD

I żeby Hien był zadowolony z hienoegzystencji, tego byśmy chcieli. Nasz mamcz zauważył, że Hienowi w Toruniu oczy się dobrze świecą, ale jak trza Toruń opuścić, to oczy ciemnieją, wie Hien?

Szkoda, że w Toruniu nie ma ugrofinistyki :<